Mój typowy dzień przebiega w atmosferze senności. Rankiem drzemię w drodze samochodem do szkoły. W szkole – co może nie jest niczym dziwnym – często ziewam na lekcji i ogólnie nie mam energii. Po szkole chodzę po domu powoli, ociężale, bez energii. To pewnie kwestia jesieni. Wszystko robię od niechcenia i bez entuzjazmu, nawet to, co lubię.
Jestem przeciętnie inteligentny, bardzo przeciętnie. Oglądając film typu “Mechaniczna pomarańcza” albo czytając książkę taką jak “Proces”, nie próbuję nawet zgłębić znaczenia metaforycznego, chłonę tylko dosłowne (często nawet istnienia tego metaforycznego nie dostrzegam). Oddaję się wymagającym niewielkiego wysiłku umysłowego rozrywkom: czytam teksty na bashu, oglądam zabawne obrazki, słucham muzyki, oglądam różne ciekawe czy śmieszne strony w internecie. Nie czułem już dawno chęci, by coś przeczytać. Czytam tylko lektury.
Im mądrzejszy tekst, tym bardziej jest dla mnie nudny. Filozofia jest niemożebnie nudna. Kiedy widzę wywód filozoficzny, zastanawiam się, po co oni się nad tym zastanawiali?
W dół nie za bardzo mogę zejść. Nie bawią mnie disco polo i M jak miłość (bez urazy dla oglądających, to tylko symbol). Jak się upiję, to chce mi się spać, a kontroli i tak nie tracę. W ogóle nie bawią mnie dyskoteki, bo, jak kiedyś pisał Katon, bez alkoholu nie umiem już tańczyć.
W górę nigdy nie pójdę. Nie wiem nawet, czy to niemożliwe; po prostu nie pójdę. Kiedyś myślałem, że jestem wysoko, ale to wynikało wyłącznie z niskiego poziomu otoczenia. Na forum dostałem, metaforycznie mówiąc, w twarz. Owczarnia, która zna mnóstwo filmów i aktorów, a do tego lubi kino artystyczne. Jestie, który jak się weźmie za filozoficzno-psychologiczno-naukową dyskusję, to mogę tylko z podziwem pokręcić głową. Katon, który jest tak piekielnie inteligentny i oczytany, a do tego gra na gitarze, śpiewa, pije wódkę i jest jednym z najfajniejszych ludzi, jakich dane mi było poznać. Eva, która studiuje walijski. Kira, której komentarze na temat dzieł takich jak “Szewcy” każą mi zamilknąć. I wielu innych, z którymi nawet nie mogę się równać. Świadomość tego, że nigdy nie zdołam nawet zbliżyć się do ich poziomu, była jednym z najboleśniejszych rozczarowań w moim życiu i w dużej mierze ukształtowała moje obecne podejście do różnych spraw. Nie porawia nastroju świadomość, że jesteś średni aż do granic przeciętności.
Jestem też easily amused (nie potrafię znaleźć dobrego polskiego odpowiednika). Film animowany “Happy Feet” wzrusza mnie do łez. Wers piosenki R.E.M.-u w rodzaju “I save your messages just to hear your voice” też. Granie w grę polegającą na układaniu kulek w rzędy po pięć potrafi mi zająć pół soboty. Godzinami mogę dyskutować o Zagubionych. Zadowala mnie Coelho.
O moim stosunku do spraw intelektualnych niech świadczy fakt, że najwyższą wartością w książce/filmie jest dla mnie dynamiczny, zaskakujący rozwój fabuły. W “Przedwiośniu” głęboko obojętna była mi tematyka i postacie, śledziłem tylko bieg fabuły, krzywiąc się na głupie zakończenie. Nie obchodzi mnie, że “Mechaniczna pomarańcza” w sposób głęboki przedstawia skomplikowany problem sprawiedliwości, agresji i parę innych – wlokąca fabuła znudziła mnie tak, że był to pierwszy film, jaki oglądałem, przeskakując co chwila o dwadzieścia sekund do przodu. Dlatego Lost jest rozrywką dla mnie idealną: niegłębokie postacie, zaskakująca, choć prosta fabuła, wyciskacze łez. Uwielbiam to.
Wiem, że Waszą reakcją jest “zmień to, rozwiń się”. Odpowiedź po lekturze moich poprzednich notek powinna być jasna.
Miron Białoszewski, “Wywód jestem’u”. Odczytywać dosłownie.
jestem sobie
jestem głupi
co mam robić
a co mam robić
jak nie wiedzieć
a co ja wiem
co ja jestem
wiem że jestem
taki jak jestem
może niegłupi
ale to może tylko dlatego że wiem
że każdy dla siebie jest najważniejszy
bo jak się na siebie nie godzi
to i tak taki jest się jaki jest
Dobranoc.