Spadł i się zabił, czyli Szamotuły

By przemekzet

Kilka słów na temat zlotu u Avady.

Tradycyjnie – kto nie był, niech żałuje. Klimat inny niż podczas zlotów Katonowych, ale wcale nie gorszy. Było bardziej kameralnie, więcej się dyskutowało na tematy pozamuzyczne, a ilość zlotowych absurdów i śmiesznych sytuacji była na stałym poziomie. Fajnie było. Przekręciłbym się w tej Warszawie, gdyby nie to spotkanie. Wypocząłem i naładowałem baterie.
Strasznie się cieszę, że odwiedził nas Danny. I że poprzez łącza telefoniczne dotarł do nas Tymon. I że Avada jest adminem.
Aż żal, że nie wymyślono jeszcze teleportacji. Ja i Avada mieszkamy zdecydowanie zbyt daleko od siebie.
Dzięki za zlot, ziooom. *żółwik*

Tatiana, siostra Avady, zasługuje na osobny akapit. Jest naprawdę inteligentną i sympatyczną osobą i aż żal, że nie widać jej więcej na forum. Jej śmiech, podobnie jak śmiech Hazel, zaraża. Warto cię było poznać, Tatiano, bo – i uznaj to za komplement – jesteś Magiczna w każdym calu.

Ze spraw pozazlotowych: kończy się moje wygnanie warszawskie. Wracam na miesiąc do domu, żeby w pełni sobie uświadomić, co nieodwracalnie się kończy. A potem Kraków, nowe życie. Nie mitologizuję – zdaję sobie po prostu sprawę, że życie zupełnie na własną rękę i w obcym mieście to iście rewolucyjna zmiana. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja.

Poza tym niewiele się dzieje. Przesłuchałem po jednym albumie Much, Modest Mouse oraz Caribou i niestety trafiły do mnie łącznie może cztery kawałki. Co do Much, nie umiem słuchać polskiej muzyki, bo momentalnie włącza mi się skojarzenie “polskie = Ich Troje albo Feel” (wiem, że profan jestem, ale z polskich porządnych rzeczy znam tylko Turnaua). Poza tym wkurza mnie głos ich wokalisty i tematyka raczej niezbyt do mnie przemawiająca. Modest Mouse zwyczajnie nie wpadło mi w ucho, poza tym nie lubię, gdy wokalista wyczynia z głosem jakieś dziwne zabiegi. Caribou jest senne.
Cóż, szukajmy dalej. Chociaż, jak już pisałem w którejś poprzedniej notce, i tak wiele z tego nie wyniknie.

Powoli szykuję się do wrzucenia kilku tekstów na pewne forum literackie. Nie bardzo jest z czego wybierać (mam naprawdę mało napisanych opowiadań), więć chyba postawię na te, które właśnie kończę. Tak czy owak, życzcie mi powodzenia. I obiecuję już milczeć na tematy pisarskie. Niech przemówią same opowiadania (kiedy już w końcu ujrzą światło dzienne).

Tagi: , ,

Odpowiedzi: 26 do “Spadł i się zabił, czyli Szamotuły”

  1. ingie mówi:

    z tym skojarzeniem to pojechałeś stary po bandzie gruuubo. lipnicka i porter ci się tak nie kojarzą jakoś, hm? iowa super soccer obadaj (http://www.lastfm.pl/music/Iowa+Super+Soccer), manię peszek (http://www.lastfm.pl/music/Maria+Peszek), waglewskiego z synami (http://www.lastfm.pl/music/Waglewski+Fisz+Emade), możdżera (http://www.lastfm.pl/music/Lars%2BDanielsson%2B%2526%2BLeszek%2BMo%25C5%25BCd%25C5%25BCer), muzykoterapię (http://www.lastfm.pl/music/Muzykoterapia), pogodno (http://www.lastfm.pl/music/Pogodno)... specjalnie podaję artystów z totalnie różnych pól muzycznych i gatunków, bo naprawdę wśród rodzimych wykonawców każdy może znaleźć coś dla siebie. a miałam problem, żeby wybrać tylko kilku i cię nie zalać linkami – wystarczy, że sobie po jednym kawałku odsłuchasz, to będziesz miał jakiś obraz.
    i jeszcze co do caribou: mnie się z andorry podobało tylko melody day :D a koncert był PRZE. do płyty nie wracam, ale jak tylko dan będzie grał znowu w Polsce, I’ll be there!

  2. przemekzet mówi:

    Lipnicka i Porter mi się nie kojarzą z polską muzyką, bo śpiewają po angielsku ;)
    Dzięki za propozycje. A na skojarzenie nic nie poradzę, naprawdę nie znam dobrej polskiej muzyki. Nie dlatego, że jej nie ma, tylko dlatego, że o niej nie słyszałem.

    “Melody day” też mi się podobało jako jedyne z tego albumu.

  3. ingie mówi:

    nie no fine, muchy to nie jest porządna polska muzyka (żeby nie było, nie mam ich za jakieś arcydzieło, no ale kawałek fajnego indie grają). pozbądź się tego skojarzenia bo jest idiotyczne. o dobrej polskiej muzie nie słyszałeś? uwaga, będzie link: http://www.magiczne.pl/index.php?showtopic=12418

  4. przemekzet mówi:

    Przed forum nie słyszałem.
    Nie chce mi się tłumaczyć po raz nie wiem który, jak to jest u mnie z muzyką. W każdym razie mało słucham.

  5. Potti mówi:

    do dwóch notek częściowo poświęconych muzyce:

    wiedza muzyczna, ‘gust’ czy nawet samo nią zainteresowanie raczej nie do końca od nas zależą. jeśli komuś się nie trafiło i przyznaje, że nie jest to dla niego ważne- o co w sumie chodzi z oburzeniem, “bo jak można tego nie znać”? a z “California Dreaming” było to już skrajnie śmieszne. jakoś tak mi się wydaje, że przynajmniej niektórych z tych, którzy byli tak zniesmaczeni można całkiem łatwo doprowadzić do zadania sobie pytania “co to jest Muzyka Popularna?”, kiedy zacznie się ich wypytywać o znajomość jej klasyków.
    z drugiej strony, jednocześnie interesować się “dobrą muzyką” i nie lubić słuchać całych płyt / twierdzić, że niewiele z poznawania nowej wyniknie- też dość absurdalne i średnio fair.

    a teraz konkrety:

    najlepszą płytą Dana Snaitha, wtedy pod pseudonimem Manitoba, jest “Up In Flames”. niby też ciepły, trochę psychodeliczny pop, ale wyłania się zdecydowanie więcej błysków i zaskoczeń z tej całej (i tak przecież cholernie przyjemnej) matematyki. no i czy kogoś nie zachwyca closer o tytule “Every Time She Turns Round It’s Her Birthday”? zresztą, cały słodki odlot na tej płycie jest cudowny.
    ale właściwie “Andorra” też bardzo mi się podoba. piąte miejsce w zeszłym, mocnym przecież roku. troszkę uboższa, zdarzają się skuchy, ale wciąż mało kto tak ładnie odwołuje się do 60s, jednocześnie robiąc coś swojego i przystępnego.
    może właśnie o to chodzi, że najpierw trzeba zaprzyjaźnić się z Beach Boysami i innymi The Zombies, a na deser Spacemen 3 i trochę się do tej psychodeli i jej okolic przyzwyczaić.

    co do polskiej muzyki, gdzie większość artystów wymienionych na Magicznym (Klaus Mittfoch, Republika, Papa Dance, Lenny Valentino, Ścianka czy The Car Is On Fire choćby) a gdzie Peszek, Iowa Super Soccer itd.? i czy czasem nie Muchy>te wszystkie Peszki? samo skojarzenie też zresztą mega, pozazdrościć wyobraźni!

    ale już trudno, skupmy się na “Terroromansie”. “Muchy nie są bossami. Z Muchami to mogę iść na piwo albo i nie, jeśli nie będę miał czasu” napisał kiedyś Dejnarowicz i wydaje się, że był blisko uchwycenia fenomenu. w końcu oczywiście na sucho chodzi o to, że mamy spójną płytę, na którą składają się fajne, inteligentne piosenki, ale czy byłoby z tego takie szaleństwo? raczej nie, gdyby tylu nie uważało, że to płyta o nich i gdyby nie było/czuło się w taki czy inny sposób blisko z Muchami. dlatego jeśli tematyka do Ciebie nie trafia, choć w sumie nie rozumiem czemu, chyba tego nie przeskoczysz.

    no i na koniec “The Moon & Antarctica”. w pewnym momencie zaczęło mi się wydawać nieprawdopodobne, że komuś może się ta płyta nie podobać, a rzeczy oczywistych się przecież nie tłumaczy. nie mówi się, że to idealne podsumowanie 90s indie i jednocześnie płyta lepsza niż każdy z jego highlightów. ani tego, że to jeden z najbardziej poruszających konceptów w ogóle. i o ile więcej od większości artystów przekazuje Brock swoim wokalem, sprawiając, że te i tak genialne teksty trafiają do nas z niewyobrażalną siłą.
    czy naprawdę można wydawać negatywną opinię o czymś takim po pierwszym przesłuchaniu, “bo nie wpadło w ucho”? “And the one thing you taught me / ’bout human beings was this / They ain’t made of nothing but water and shit”.

    Pzdr i powtarzam- lepiej zacząć od początku, to daje lepszą perspektywę!

  6. Potti mówi:

    chodzą plotki, że to jednak nie była najlepsza płyta Modest Mouse. która w takim razie? :)

  7. miś mówi:

    malkontenty twierdzą, że The Lonesome Crowded West.

    przemku, opamiętaj się, naprawdę istnieje jakiś wspólny mianownik między polskie a dobre w muzyce. serio.

  8. przemekzet mówi:

    Misiu (lol) – wierzę, że istnieje.

    Potti:
    - “Dobra muzyka” w Zainteresowaniach w moim profilu trąci hipokryzją? Nie ma sprawy, mogę ją stamtąd usunąć. Nie przywiązywałem wagi do tego, co tam wpisałem.
    - Polska muzyka – uwierz, że słyszałem tylko o trzech wykonawcach z tych, których wymieniłaś (niech to mówi samo za siebie). Ale dobra, spróbuję się może zagłębić. Pozbyć się tego głupiego skojarzenia.
    - Muchy – wszystkie piosenki są o miłości, co nie przemawia do mnie z oczywistych względów. Sytuacje z ich tekstów nie są mi w żaden sposób bliskie. I naprawdę wkurza mnie głos ich wokalisty, a szkoda, bo niektóre melodie mają naprawdę fajne.
    - Do “Moon and Antarctica” się przymierzam, ale trochę mnie zniechęciło “We Were Dead Before The Ship Even Sank”. Przesłuchałem raz i naprawdę nie miałem ochoty wracać (no, pomijając bodajże trzy piosenki).
    - “Wpadanie w ucho” było dla mnie kiedyś jedynym kryterium oceny muzyki, dopiero na forum ze zdziwieniem dowiedziałem się, że słuchanie muzyki polega na czymś innym. I dalej ciężko mi to jakoś pojąć.
    - “Zacznij od początku” – od lat mniej więcej 60., jak rozumiem? Może spróbuję.

  9. ingie mówi:

    widzisz Przemek, nie słuchaj mnie, ja mam złe skojarzenia jeśli chodzi o polską muzykę. no bo jak można z czystym sumieniem słuchać marysi peszek i jeszcze mówić o tym głośno. pytaj ekspertów.
    jeszcze niech tu wpadnie katon, to się już w ogóle zamknę i się skończą offy-srofy.

  10. miś mówi:

    1) Terroromans ma swój koncept, to z założenia miały być piosenki o miłości. wiesz, poeta musiał się wyżalić no. już pomijam fakt, że niektóre z fraz weszły już w polską popkulturę na tyle, że można je posłyszeć gdzieś na mieście.
    2) nazywanie sennym caribou jak sie ma za ulubiony band REM jest DZIWNE
    3) Założę się, o powiedzmy browca, że spodoba ci się to http://pl.youtube.com/watch?v=eDD9Tb1-UWs i to http://pl.youtube.com/watch?v=f5Vzrfkg-HY .
    4) początek nie koniecznie zaczyna się od 60′ (TAK TO PISZ BO TA KROPA MNIE WNERWIA), choć pop wtedy właściwie został wymyślony, robię sobie powtórkę z 00′ od jakiegoś czasu, chcesz? A ja nawet nie mam twojego gg.
    5) są dwa rodzaje słuchania muzyki, a) z nudów b) z <3

  11. Potti mówi:

    Em, przepraszam, jeśli Cię uraziłam. jednak wydaje mi się, że więcej osiągnęłabyś wskazaniem jakichś wartości w muzyce Peszek niż tekstami typu “nie słuchaj mnie”, “pytaj ekspertów” czy “to się już w ogóle zamknę”.

    Przemek,

    z tą kolejnością chodziło mi raczej o konkretne gatunki, np. psychodeliczny pop z 60s przed Caribou czy jakieś na oko 80sy przed Muchami.
    może to i jest jakiś pomysł, zacząć od jazzu w 50s i dekada po dekadzie poznawać, ale zgaduję, że można zwariować po drodze. albo jeśli się już wpadnie, nigdy nie wydostać się z 60s :)

    a wracając do Much, cóż. The book of love has music in it / In fact it’s where music comes from. nie da się jednocześnie słuchać muzyki na poważnie i omijać ten temat. zresztą, jeśli coś Cię w tym momencie nie dotyczy, znaczy że Cię nie interesuje?

  12. Potti mówi:

    ups, nie chciałam jeszcze dodawać komentarza.

    co do irytujących, dziwnych czy zbyt kobiecych jak na facetów wokali, na pewno się przyzwyczaisz.

    a jeśli chodzi o Modest Mouse, każda ich płyta to dla mnie przynajmniej 7/10, wszystkie mi się mniej lub bardziej podobają, ale trafiłeś akurat na tą, która “mniej”. są momenty, jest jeden genialny utwór, ale no Modest Mouse stać na więcej niż udany krążek. zresztą, spróbuj z “The Moon & Antarctica” i może też poczujesz, co muzyka może robić z człowiekiem.

    a niezastanawianie się nad tym, co się pisze w ogóle niezbyt mi się podoba, nie tylko kiedy dotyczy muzyki :)

    aha, fajny avatar na magicznym!

  13. ingie mówi:

    właśnie jak, zawsze trzeba prowadzić szerokie dyskusje, wykazywać jakieś wartości, nie może się coś po prostu podobać, bo jest lame? sorry, ale nie umiem o muzyce rozmawiać jak wy, bo ja jej tylko słucham no. dla mnie dobra muzyka – muzyka, której dobrze mi się słucha. a Marysię i ISS bardzo lubię, trudno.
    po prostu się poczułam trochę sprowadzona do parteru, tyle. dlatego ekspertów, bo wy ładnie wytłumaczycie, co i dlaczego należy lubić, jak ja nie umiem.

  14. przemekzet mówi:

    Hm, w nieciekawym kierunku ta dyskusja idzie.

    Em – cenię Twoją opinię na równi z opiniami innych. I, jak widać, bliżej mi do Twojego poglądu na słuchanie muzyki.
    Pewnie i tak źle Cię zrozumiałem.

    Potti – dzięki za wszystkie informacje i za słowa o avatarze.
    Wracając jeszcze na chwilkę do Much – to nie tak, że “jeśli coś Cię w tym momencie nie dotyczy, znaczy że Cię nie interesuje”. Po prostu… większość wokalistów, gdy śpiewa o czymś, co mnie nie dotyczy, umie to przekazać tak, że mimo wszystko miło się tego słucha. Na pewno też liczy się efekt psychologiczny – teksty w języku obcym odbiera się inaczej niż w ojczystym. A u Much słucham tekstów i czuję, że wokalista mówi: “Pamiętacie, jak myśleliście w ten sposób? A może ciągle jesteście młodzi, zakochani i nie widzicie świata poza sobą? Te piosenki są właśnie dla was!”. I czuję, że nie są dla mnie. Tak jakby te utwory były wprost stworzone do tego, by iść we dwójkę na koncert i, trzymając się za ręce, chłonąć je i przeżywać. Nie czuję tego.

  15. przemekzet mówi:

    Do komentarza Miśka, bo przegapiłem:
    1) Niechże się poeta żali i śpiewa o czym chce. Tylko nie trafia do mnie.
    Frazy z “Much” jeszcze żadnej na mieście nie słyszałem, może dlatego, że jestem na wsi ;)
    2) E tam. Po przesłuchaniu “Andorry” pozostało mi w głowie tylko wrażenie senności, leniwych melodii, ale z konkretów tylko “Melody day”. REM polubiłem od pierwszej piosenki, więc nie bardzo można to jakoś racjonalnie tłumaczyć.
    3) Przesłucham i dam znać.
    4) Czemu nie, możesz dać. A co do numeru gg – wszystko się da załatwić.
    5) No to raczej podpadam pod a).

  16. Potti mówi:

    Misiek (też nie zauwazyłam), Twój komentarz wymiata, ale nie mieszajmy. lepiej zacząć od 60s, a do jeszcze starszych rzeczy wrócić już po przerobieniu 00s. i też myślałam o poleceniu “Ocean Breathes Salty”! “You wasted life why won’t you waste the afterlife?” i w ogóle idealne post scriptum do “M&A”, a niektórych może prędzej przekonać.

    Em, hm. wklejanie linków do muzyki takich artystów bez komentarzy i żalenie się zamiast podjęcia dyskusji wydają mi się niefajne niezależnie od tego, co umiesz, a czego nie. obchodzi mnie tylko to, że moim zdaniem nie masz racji, a jak i czy to obronisz- Twoja sprawa.
    mogę tylko mieć nadzieję, że może jednak usłyszę czemu ISS i Peszek to ‘porządna polska muzyka’, a Muchy nie?

    Przemek, powodzenia!

  17. ingie mówi:

    Potti.
    uczepiłam się u Przemka skojarzenia “polska muzyka = ich troje”. chciałam wymienić dużo różnych, bardzo różnych zespołów z polskiej sceny muzycznej, z których każdy jest wart nieporównanie więcej niż ich troje, stąd przejrzałam bibliotekę moją na laście i wypisałam artystów z jak najróżniejszych bajek, tylko po to, żeby pokazać, że w polskiej muzyce jest tyle ścieżek, że dla każdego się coś znajdzie.
    a moje zdanie “fine, Muchy to nie jest dobra polska muzyka” było ironiczną w zamyśle odpowiedzią na Przemka “naprawdę nie znam dobrej polskiej muzyki”, bo, jak jest u mnie na laście, Terroromans to najczęściej przeze mnie słuchana płyta :) . chyba w tym punkcie ironia moja była wyczuwalna tylko przeze mnie, co doprowadziło do nieporozumienia. tak?

  18. najka mówi:

    tak sobie was czytam i w kilku postach przewinęło się “to jest dziwne”, “nie mogę tego zrozumieć”, “jak można” itp. fajnie, że chcecie przemka “nawracać”, ale może zostawmy mu też trochę przestrzeni, nie przytłaczajmy od razu całymi muzycznymi epokami? ja nie jestem w stanie przyswoić więcej niż dwóch-trzech płyt tygodniowo i podejrzewam że to się nie zmieni. każdy ma też prawo mieć swoje zdanie i trzeba zrozumieć jego odmienne upodobania. naprowadzać, ale rozsądnie, nie na modłę “ja sie znam, słuchaj mnie”, bo momentami tak to brzmi. niech każdy poznaje muzykę we własnym stylu i tempie. jeśli komuś się coś nie podoba nie ma co mu tego na siłę wciskać i mówić “to jest dziwne” wyrażając przy tym fundamentalny brak zrozumienia drugiej osoby;p (na koniec to wyszło jakbym się bardzo wymądrzała, a tego nie chciałam).

  19. przemekzet mówi:

    Ironia w internecie to w ogóle ciężka sprawa, bo np. mnie nie zawsze udaje się ją wyczuć. Jednak samym tekstem ciężko coś wyrazić.

    Jeszcze odnośnie komentarza Miśka – niektóre komentarze wymagają zatwierdzenia przeze mnie, więc czasem się orientuję poniewczasie, że jakiś komentarz jest w “poczekalni”. I nagle w środku dyskusji wyrasta nowy “post”, tak jak teraz.
    Miśku, “Float On” i “Ocean Breathes Salty” całkiem mi się podobają.

  20. Katon mówi:

    Ej, spokojnie. Z rzeczami takimi jak “The Moon & Antarctica” to jest jak z Dostojewskim. Genialne, no ale może się nie spodobać po pierwszym przesłuchaniu, bo świetnie pamiętam!!! jak mi się ta płyta nie spodobała po pierwszym przesłuchaniu. A Przemek ma dużo czasu, żeby sobie znaleźć swoje klimaty i swoją muzykę. Ej no przypomnijcie sobie, że my nie od razu doznawaliśmy przy “The Glow Pt. 2″ – w obrotach byli raczej kurde Strokesi i Franz Ferdinand wcale się tego nie wstydzę. Nie mówiąc już o jeszcze wcześniejszym wcześniej. Spokojnie.

  21. Potti mówi:

    Mateusz,
    przecież powiedziałam, żeby nie dissować po pierwszym przesłuchaniu i to dlatego, że “nie wpadło w ucho”, nie że trzeba nie wiadomo jak doznawać od razu.

    Em,
    no i już po nieporozumieniu,

  22. Potti mówi:

    wszystko co poza tym napisałam nadal wydaje mi się trafione, do dodania chyba też nic nie mam.

    (jezu, znowu nacisnęłam za wcześnie niechcący…)

  23. Katon mówi:

    a ja od wczoraj katuję sobie w pokoju “Bleach” Nirvany w zaciszu pokojowym i nawet sobie podskakuję. a seans przerywam jedynie na jakieś Sebadohy i Fugazi. obawiam się, że znowu mam onlytrueindierock okres, przy czym Talking Heads też są mile widziani.

    pamiętaj Przemek, Nirvana rządzi \m/

  24. najka mówi:

    u mnie ostatnio przodują Brian Eno i Primal Scream :D

  25. Avada mówi:

    :żółwik:

  26. Ewunia mówi:

    Hehe, Katą, Bleach to moj absolutny faworyt jesli chodzi o Nirvane.

    I dajcie biednemu Przemkowi odetchnac, bo mi sie przez to wszystko kreci w glowie, a co dopiero jemu. Ja go musze pod moje skrzydla opiekuncze wziac jako Lola-Angstowego-IAMX-owego soulmate’a :p

Napisz odpowiedź