Archiwum z październik, 2008

First!

październik 21, 2008

Oto więc jestem w Krakowie. Krótkie sprawozdanie z tego, co się dzieje, będzie chyba na miejscu.

Powoli zaczynam się wdrażać w studencki rytm życia, z tym całym bieganiem po sekretariatach, kserowaniem i akademikami. Co prawda wciąż się trochę gubię, ale nie dziwi mnie to. Wiem, że jeszcze długo tak będzie, ale próbuję się odnaleźć.

Rodzice i Ada… Tęsknię. Bardzo mocno tęsknię. Cóż więcej można powiedzieć.

Warunki w akademiku są znośne – jeden współlokator Białorusin, drugi informatyk, obaj w porządku. Męczy mnie jednak praktyczny brak prywatności. Muszę wciąż mieć w pamięci, że rano z łazienki chce skorzystać więcej osób, a nawet podczas leżenia na “swoim” łóżku jestem (właściwie stale) w zasięgu wzroku współlokatorów. To uciążliwe, zwłaszcza jeśli ktoś – tak jak ja – nie zna życia innego niż raczej w odosobnieniu.

Zajęcia są w większości w porządku, choć już widzę, że gramatyki opisowej nie polubię. Za to inne zajęcia zmuszają mnie do czytania książek, po które inaczej pewnie nigdy bym nie sięgnął (“Czarodziejska góra”, “Iliada”, “Odyseja”) – a to chyba dobrze, prawda? W każdym razie na pewno poprawi mi warsztat pisarski.

Skoro już przy tym jesteśmy – od wyjazdu z domu nie napisałem ani słowa. Nie ma w tym nic dziwnego, ale niepokoi mnie troszkę fakt, że przerwa w pisaniu nie wynika tylko z natłoku zajęć i wrażeń. Jeśli się dość szybko nie przestawię na fakt, że nie mam już co liczyć na długie okresy całkowitego spokoju, to długo jeszcze nie tknę przysłowiowego pióra.
Ale myślę o pisaniu. Mam wielkie plany nawet jeśli chodzi o samą liczbę zaplanowanych tekstów i mam nadzieję, że je zrealizuję. Czas pokaże. Pokaże też, czy to faktycznie to, do czego się nadaję.

Once again my lifelines are trying to tell me something. Myślę nawet, że wiem, co takiego, ale może lepiej pozostawię to dla siebie.

Mieliście rację przynajmniej w jednym: nowe otoczenie faktycznie dodaje odwagi. Nie mam już problemu z zagadnięciem obcego człowieka o drogę czy cokolwiek innego, nie czuję oporu przed spotkaniem się na mieście z Katonem (a jeszcze niedawno myśl o tym, że będę się częściej z Magicznymi spotykał, wydawała mi się niepokojąca), powoli uczę się też stanowczości w dochodzeniu swoich praw.
Pokrewną kwestią są ludzie, których tu poznaję. W większości wydają się w porządku, ale jest tu też mnóstwo pozerstwa i wybujałych osobowości (w pejoratywnym znaczeniu). Cóż, mój odruchowy dystans w kontaktach z innymi pomaga mi teraz za bardzo się nie przejmować. I’m good on my own. I sam już nie wiem – dobrze to czy źle.