Archiwum z grudzień, 2008

Nie umiem tańczyć walca

grudzień 21, 2008

Najczęściej szukane frazy, które doprowadziły ludzi do tego bloga: nie umiem tańczyć walca, bez pracy nie ma kołaczy, powtarzanie semstru, monolog wewnętrzny w opowiadaniach, mógłbym patrzeć w jej oczy godzinami  (!).

Ale nie o tym miało być.

Właściwie to nic nie wiem o życiu. W szczególności zaś o relacjach damsko-męskich. Idealizuję sobie różne sprawy albo zwyczajnie nie mam o nich pojęcia, co sprawia, że rzeczywistość nieraz mnie negatywnie zaskakuje. Zdawałoby się, że powinienem już mieć nieco dojrzalszy pogląd na świat, tymczasem czuję się trochę tak, jakbym dopiero teraz zaczynał pewne rzeczy rozumieć.

Nie jestem nawet pewien, czy byłbym w stanie być w związku. Nie widzę siebie w związku. Z całym dziewiętnastoletnim bagażem doświadczeń czuję się zupełnie bezradny wobec pomysłu istnienia z kimś w tak bliskiej relacji. Nie jestem nawet pewien, czy gdyby pojawiła się taka szansa, to potrafiłbym z niej skorzystać. Z jednej strony pod wpływem różnych rozmów zaczynam tracić wiarę w prawdopodobieństwo związku (czy w dalszej perspektywie małżeństwa) z miłości, z drugiej zaś wciąż zakładam, że chyba wolałbym pozostać sam niż być z kimś, kogo darzę tylko sympatią. Świadomość niedojrzałości niestety nie idzie w parze ze zdobywaniem doświadczenia.

Dlatego czasem wydaje mi się, że żyję w szklanej bańce wyobrażeń o świecie i ludziach, czekającej na pierwsze uderzenie, czasem zaś myślę, że “there’s no wrong way of doing it” i że może wystarczy po prostu żyć, nie snując teorii życia.

Być może faktycznie bycie ze sobą z lęku przed samotnością czy chęci bliskości to rzecz zupełnie naturalna i dobra. Być może mówienie sobie “wszystko, co nas spotyka, ma głęboki sens”, to pobożne życzenia. Może pora wrócić do wyrzucania sobie, że nie jestem taki bądź inny – może to właśnie było właściwe myślenie. Bo czy wierzenie sobie w różne ładne rzeczy (nie mówię w tej chwili o religii) nie jest przypadkiem dziecinną naiwnością i nieznajomością życia?

Moi rodzice pobrali się z miłości, mam więc co najmniej jeden przykład, że to się zdarza. Ale szansa, że coś takiego zdarzy się mnie? Trudno mi myśleć o słowie innym niż “nikła”. Wypływa to z obserwacji samego siebie. Nie widzę się w związku. A już na pewno nie dziecinnego i oddzielonego od świata grubą szybą wyobrażeń. Czy taki właśnie jestem? Nawet tego nie wiem.

Mało świątecznie. Tak jakoś wyszło. Ogólnie bardzo mnie cieszy powrót do domu i perspektywa Sylwestra u Avady, a to taki trochę plon przemyśleń z ostatnich, jeszcze przedpowrotowych dni.

Same old story

grudzień 4, 2008

Trudno jest zachować normalny stosunek do samego siebie.

Każde zajęcia, każda lektura, każde spotkanie ze znajomymi budzi te same myśli. Czemu nie wiem tyle, co oni? Czemu nie umiem się tak czymś zafascynować? Czemu nie snuję aż tak głębokich refleksji jak inni? Czemu moje dowcipy śmieszą tylko mnie?
Jestem gorszy?

Stara śpiewka, znam ją aż nazbyt dobrze. Obrazałem te myśli w głowie tysiące razy.
Ale teraz rozumiem jedno. Nie jestem taki jak “oni”. Albo nawet “wy”. Mam inny charakter, inne doświadczenia, inne marzenia i poglądy. Nie umiałbym z własnej woli zainteresować się czymś tak mocno, jak niektórzy z was muzyką, teatrem czy czymkolwiek innym – czy to coś złego? Bynajmniej. Mogę próbować, niekoniecznie z wielkim skutkiem, ale bardzo się staram nie dopuszczać do siebie myśli, że coś jest ze mną nie tak. Bo to złe myślenie. A złego myślenia chcę się pozbyć.

Poza tym… Kiedy słyszę narzekanie kolegi z grupy, który ubolewa nad tym, że “chyba się przestał rozwijać”, ogarnia mnie pusty śmiech. Co to ma być, jakiś wyścig? Jakiś egzamin, który trzeba zaliczyć? Jeśli jemu to odpowiada, proszę bardzo, ale ja nie zamierzam się w to bawić. Życie jest za krótkie, żeby się nieustannie z kimś porównywać i wyliczać sobie, w czym jest się słabszym.

Nie mam złudzeń: nigdy do końca nie wyzbędę się dawnego patrzenia na świat. Ale chcę próbować. Zamiast budzić się rano z myślą: “Nic nie wyniosę z zajęć, a rozmowy ze znajomymi tylko mi uświadomią moją ignorancję”, chciałbym myśleć: “Przede mną cały dzień. Trzeba go wykorzystać”.

Same truizmy, ale spróbujcie sobie uświadomić, ile czasu zajęło mi dojście do tych myśli. Dojście do punktu, od którego wielu ludzi zwyczajnie zaczyna, traktując pewność siebie jako coś oczywistego. Dla mnie to nie jest oczywistość. To nieustanna walka (jakkolwiek śmiesznie by to brzmiało).

Znów wyszło strasznie surowo i nie do końca tak, jak chciałbym to wyrazić. Może nawet jeszcze mniej precyzyjnie niż zwykle, bo z Sieci korzystam rzadko i na krótko – nie mam czasu oszlifować własnych myśli. Trudno. Mam nadzieję, że ani nie tracę, ani fałszywie nie zyskuję w waszych oczach. Nie staram się ani o jedno, ani o drugie.

I jeszcze jedna kwestia. Nie czuję się w Krakowie dobrze. Zrozumcie: wszystko jest tu wspaniałe i ekscytujące, ale nie mam tu miejsca, w którym byłbym całkowicie u siebie. Tęsknota za domem? Za dawnym życiem? Zapewne. Ale też zupełnie nowy, bardzo intensywny tryb życia. W ciągu dwóch miesięcy przeżyłem więcej zmian niż przez ostatnie osiemnaście lat. Mogę tylko dziękować Bogu, że nie dołożył mi jeszcze jakiegoś zakochania, bo wtedy kompletnie bym się pogubił. Kiedyś, w przyszłości – tak, ale nie teraz. Pogubiłbym się.
(Boże, ależ to idiotycznie brzmi. No cóż, muszę być szczery).
Między innymi z tego powodu mam kłopoty z pisaniem (co właściwie obchodzi tylko mnie). Może nie potrafię się “od zaraz” wczuć w sytuację fikcyjną, bo wokoło mam aż nazbyt dużo rzeczywistości? W każdym razie przewiduję chwilowy zastój. Muszę sobie stworzyć jakąś mobilizację, coś, co będzie mi dodawać energii do twórczego działania. Bo jednak tej energii – i energii w ogóle – mam niewiele. Taki już mój temperament. Dlatego muszę wkładać więcej wysiłku w pewne rzeczy.

I wiecie… Fajnie, że był zlot. Potrzebowałem czegoś takiego. Potrzebuję was. Potrzebuję forum, chodzenia z wami na kawę i wysłuchiwania historii o kedavach z wróżbą.
Dzięki, Magiczni.

Edit: mam często ochotę kasować te notki. Nie jestem pewien, dlaczego.