Najczęściej szukane frazy, które doprowadziły ludzi do tego bloga: nie umiem tańczyć walca, bez pracy nie ma kołaczy, powtarzanie semstru, monolog wewnętrzny w opowiadaniach, mógłbym patrzeć w jej oczy godzinami (!).
Ale nie o tym miało być.
Właściwie to nic nie wiem o życiu. W szczególności zaś o relacjach damsko-męskich. Idealizuję sobie różne sprawy albo zwyczajnie nie mam o nich pojęcia, co sprawia, że rzeczywistość nieraz mnie negatywnie zaskakuje. Zdawałoby się, że powinienem już mieć nieco dojrzalszy pogląd na świat, tymczasem czuję się trochę tak, jakbym dopiero teraz zaczynał pewne rzeczy rozumieć.
Nie jestem nawet pewien, czy byłbym w stanie być w związku. Nie widzę siebie w związku. Z całym dziewiętnastoletnim bagażem doświadczeń czuję się zupełnie bezradny wobec pomysłu istnienia z kimś w tak bliskiej relacji. Nie jestem nawet pewien, czy gdyby pojawiła się taka szansa, to potrafiłbym z niej skorzystać. Z jednej strony pod wpływem różnych rozmów zaczynam tracić wiarę w prawdopodobieństwo związku (czy w dalszej perspektywie małżeństwa) z miłości, z drugiej zaś wciąż zakładam, że chyba wolałbym pozostać sam niż być z kimś, kogo darzę tylko sympatią. Świadomość niedojrzałości niestety nie idzie w parze ze zdobywaniem doświadczenia.
Dlatego czasem wydaje mi się, że żyję w szklanej bańce wyobrażeń o świecie i ludziach, czekającej na pierwsze uderzenie, czasem zaś myślę, że “there’s no wrong way of doing it” i że może wystarczy po prostu żyć, nie snując teorii życia.
Być może faktycznie bycie ze sobą z lęku przed samotnością czy chęci bliskości to rzecz zupełnie naturalna i dobra. Być może mówienie sobie “wszystko, co nas spotyka, ma głęboki sens”, to pobożne życzenia. Może pora wrócić do wyrzucania sobie, że nie jestem taki bądź inny – może to właśnie było właściwe myślenie. Bo czy wierzenie sobie w różne ładne rzeczy (nie mówię w tej chwili o religii) nie jest przypadkiem dziecinną naiwnością i nieznajomością życia?
Moi rodzice pobrali się z miłości, mam więc co najmniej jeden przykład, że to się zdarza. Ale szansa, że coś takiego zdarzy się mnie? Trudno mi myśleć o słowie innym niż “nikła”. Wypływa to z obserwacji samego siebie. Nie widzę się w związku. A już na pewno nie dziecinnego i oddzielonego od świata grubą szybą wyobrażeń. Czy taki właśnie jestem? Nawet tego nie wiem.
Mało świątecznie. Tak jakoś wyszło. Ogólnie bardzo mnie cieszy powrót do domu i perspektywa Sylwestra u Avady, a to taki trochę plon przemyśleń z ostatnich, jeszcze przedpowrotowych dni.