Archiwum z luty, 2009

“Dobra, rzuć za… jakieś ogólne ogarnięcie się.”

luty 26, 2009

Pierwszy raz grałem w RPG. Z Katonem jako Mistrzem Gry oraz Em, Avadą i Hazel jako współgraczami.

It. Was. Epic.

Zajmie mi jeszcze kilka sesji wczucie się w prowadzoną postać, ale poza tym było wspaniale. Kłóciliśmy się o wszystko, Avada rozwalał ludzi z Winchestera, Hazel strzelała w sufit podczas próby cichej ucieczki z celi, Em bawiła się w mistrza kierownicy, ja się oburzałem, że w pełnym przemocy świecie zostajemy napadnięci na drodze…

Katonie, nie mam doświadczenia w tej materii, ale jesteś świetnym Mistrzem Gry. Indianin tańczący na środku stacji benzynowej to niezapomniany obraz. Zresztą, sam fakt, że nas nie pozabijałeś, żeby się nas pozbyć z mieszkania, jest godzien podziwu!
Bardzo ciekawe doświadczenie. Chętnie je kiedyś powtórzę.

Na zakończenie – każda rozmowa od momentu mniej więcej po piętnastu minutach gry:

Katon: Zatrzymuje/zagaduje was X.
Przemek: Ja z nimi porozmawiam!
Avada łapie się za głowę, Hazel patrzy w sufit, Em robi minę pt. “rrright”.

Tato

luty 14, 2009

W Szczuczynie odbyły się dziś pierwsze od dziesięciu lat zawody zapaśnicze. Udały się znakomicie.
Dlaczego to istotne? Bo nie odbyłyby się, gdyby nie mój tata.

Szczuczyn to małe miasteczko w każdym tego słowa znaczeniu. Nic się tu nie dzieje, wszyscy wszystkich znają, a mentalność pod tytułem “nie zrobię tego, bo co ludzie powiedzą” jest na porządku dziennym. Lokalna drużyna piłkarska nigdy nie odnosi większych sukcesów, nie ma nowych inwestycji, nie ma perspektyw.
A teraz popatrzmy na zapasy. Od dobrej dekady mój tata jest trenerem miejscowej sekcji zapaśniczej. To on wyszkolił Katarzynę Zalewską (wielokrotną medalistkę, m.in. srebro na Mistrzostwach Europy Juniorek w 2002 r. – http://www.gwiazda-szczuczyn.pl/index.php?dzial=historia&idstr=5). Właściwie to on tchnął życie w ten klub. Wcześniej wszelkie rozmowy z miejscowym “prezesem” kończyły się tak samo: pieniądze szły na piłkarzy, a zapasów nikt nie traktował poważnie. Mój tata powiedział: dość. Z pomocą lokalnych sponsorów i działaczy założyli nowy klub, niezależny od szczuczyńskiego “bossa” i znaleźli odpowiednie fundusze. Zaczął się nowy etap.
Dzisiejsze zawody są tego najlepszym dowodem. Mój tata załatwił sponsorów, dokumentację, matę, poparcie burmistrza, salę, sprzęt – słowem, wszystko, bez czego porządny turniej zapaśniczy odbyć się nie może. Robił tysiąc rzeczy naraz, drukował ogłoszenia na naszej domowej drukarce, nosił własnoręcznie materace…
Ten sport bardzo wiele dla niego znaczy. I kiedy patrzę na te wszystkie szczuczyńskie dzieciaki, które – zamiast włóczyć się bez celu po tym beznadziejnym miejscu – z zapałem trenują, by móc wyjechać na zawody i obozy, rozpiera mnie duma. Duma z mojego taty.

Brawo, tato.