Przedwiośnie

By przemekzet

Jest coraz lepiej. Rozumiem coraz więcej.
Wiem, że w pierwszej kolejności muszę zaakceptować wszystko, co mnie dotyczy. Wszystko.

Jest coraz lepiej. Ale raz na jakiś czas zdarzy się zły dzień i wtedy znów będę tracił wiarę w siebie. Znacie mnie takiego aż za dobrze. Znacie mnie też na tyle, żeby to zaakceptować i nie mieć mi za złe mojego zachowania w takich chwilach. Takie dni będą przychodzić. Chyba wszyscy zrozumieli to szybciej ode mnie.
Do tej pory odmawiałem sobie prawa do “zamęczania innych sobą”. Kiedy ktoś z was miał gorszy dzień czy chciał się na coś pożalić, uznawałem to za zupełnie naturalne, ale kiedy sam miałem na to ochotę, mówiłem sobie: “Nie wolno ci zmuszać ich do wysłuchiwania cię, ich to nie interesuje, zamknij się”. Później wyrzucałem sobie te chwile, gdy nie potrafiłem “się zamknąć”. Teraz staram się od tego odejść. To trudne – naprawdę trudne – ale próbuję.

Nie ma żadnego Przemka z Mazewa i Przemka z Krakowa. Nie ma żadnego rozgraniczenia. Jestem tylko ja.

Przekonywanie samego siebie, że własnej przeszłości ani teraźniejszości nie mam powodu się wstydzić, przypomina przełykanie twardej tabletki przez obolałe, zaciśnięte gardło. Boli, ale jest niezbędne. Em bardzo mi w tym pomaga. Jest coraz lepiej.

Równanie do góry bywa równie trudne do zwalczenia. Powtarzam sobie, że są pewne rzeczy, których nie osiągnę po prostu dlatego, że nie są dla mnie. Bardzo się staram rozgraniczać to stwierdzenie od braku wiary. Jest przecież faktem, że pewne rzeczy przerastają mnie intelektualnie i nie ma w tym nic złego. Profesorem nie zostanę, są ludzie bardziej do tego odpowiedni. Drugiej “Czarodziejskiej góry” nie napiszę, są lepsi twórcy. Osobą działającą aktywnie w organizacjach i kółkach nie będę, nie jestem takim człowiekiem. Ale zrobię to, co potrafię.

Za oknem słońce przeplata się od paru dni z drobnym śniegiem. I tak to właśnie wygląda, jak gra w ciepło-zimno, jak marcowy garniec z dziecięcej piosenki.
I jest coraz lepiej.

Tagi:

Odpowiedzi: 27 do “Przedwiośnie”

  1. Lilith mówi:

    a dlaczego miałbyś nie być profesorem? jeżeli chcesz, to zostań. i już.

  2. Ewa mówi:

    Oj to nie tak łatwo i ja to rozumiem. My mamy z Przemkiem jakis chyba wspolny mózg w zakresie spojrzenia na samych siebie, tyle że on robi postępy, a ja ni chu cha.

  3. najka mówi:

    i będzie jeszcze lepiej, a w końcu najlepiej i już nie będzie się czego bać :) byle do wiosny!

  4. ingie mówi:

    wszystko fajnie, naprawdę, way to go mate!
    tylko ten fragment z “równaniem do góry” mi zgrzyta. mate, zawsze trzeba równać w górę. co ty, na naszym wydziale będziesz równał w dół? nah-a, bad idea :P

    zasadniczo byłabym skłonna się z tym zgodzić w jakiś tam sposób, ale bardziej na zasadzie: “_teraz jeszcze_ drugiej “Czarodziejskiej Góry” nie napiszę”… ale kto wie, co będzie kiedyś ;-) wiesz, trzeba odróżnić rozpoznanie własnych możliwości na chwilę obecną od zakładania jakieś niemocy ogólnie w życiu.
    poza tym – co komu po drugiej “Czarodziejskiej Górze”? :D

    wiesz, ja na pierwszym roku nie sądziłam, że dobrnę do licencjatu w ogóle. a teraz rozmawiamy o różnych magisterkach, później będziemy seminaria doktoranckie kminić… więc easy on that part, too ;-)

  5. przemekzet mówi:

    Lilith – Ewa ma tutaj rację. Ujmę to może tak: zostanie profesorem (takim prawdziwym, nie z nazwy) wymaga pewnej dociekliwości, jakiegoś zmysłu badawczego, zainteresowania rozmaitymi problemami i chęci ich zgłębienia. Tego na chwilę obecną nie posiadam. Nie wykluczam zmian w tym zakresie, ale niezbyt w nie wierzę.

    Ewo – oj, mamy, mamy podobne spojrzenie. Cóż, skoro ja mogę robić postępy, to ty tym bardziej :]

    Najko – :)

    Ingie – z “równaniem do góry” problem jest taki, że “równanie” w moim przypadku to zawsze “porównywanie”. A przy takich porównaniach ogarnia mnie zwykle bezcelowa zazdrość. Na razie chciałbym się skupić na jakimś “wyrównaniu poziomu”. Na sięganie wyżej może przyjdzie czas później.
    “Czarodziejska góra” – no cóż, czego by o niej nie mówić, wywarła ogromny wpływ na literaturę światową i jest dziełem naprawdę głębokim. (Czytałem, mam prawo tak twierdzić). Powiedzmy, że nie mierzę tak wysoko. Gdyby się udało – wspaniale. Ale nie mierzę tam, bo to tylko zwiększa frustrację, kiedy nie wychodzi.
    Zobaczymy. Time will tell.

  6. Ewa mówi:

    Moje postepy polegaja na zakupie filmu do Lubitela i pożyczeniu od kumpla światłomierza marki Leningrad.

  7. Avada mówi:

    Byłoby nieźle gdybym choć w części mógł przejąć kilka przemkowych cech.

  8. najka mówi:

    trzeba się porównywać z lepszymi, ale nie po to, by wpędzać się z zazdrości w gorszego doła, tylko żeby dało to do myślenia – skoro oni potrafią, to ja też, bo przecież nie są w żaden sposób lepsi ode mnie! tylko żeby osiągnąć to, co oni, muszę dać coś z siebie. podjąć inicjatywę. włożyć trochę/dużo pracy. nie siedzieć bezczynnie, nie być biernym. nie pozwolić życiu przepłynąć obok. zazwyczaj przy porównywaniu się z takimi osobami widać efekty, ale kto myśli o ciężkiej pracy po drodze do celu? natomiast porównywanie się w dół może i chwilowo poprawia nastrój, no bo w końcu nie jestem taki najgorszy, są “gorsi” ode mnie, ale myśląc tak, nie idzie się do przodu, tylko stoi w miejscu. a kto stoi w miejscu, ten się cofa, bo inni prą (ale głupie słowo) naprzód.

  9. najka mówi:

    okej, na początku poprzedniego komentarza zauważyłam nieścisłość – napisałam “porównywać się z lepszymi” a za chwilę “nie są lepsi ode mnie”, więc żeby rozwiać wątpliwości, spieszę z wyjaśnieniem. mówiąc “nie są lepsi ode mnie” mam na myśli to, że wszyscy mamy jednakowy potencjał, aby czegoś dokonać. okoliczności, miejsce, czas, wszystko to sprawia że jeden ma łatwiej, a drugi gorzej, ale wszyscy mogą tak samo. dlatego napisałam, że dobrze porównywać się z tymi, co już coś osiągnęli :)

  10. przemekzet mówi:

    Wszystko bardzo fajnie, tylko że ja nie wierzę w to, że wszyscy mają jednakowy potencjał. Idiota i geniusz nie mają jednakowego potencjału. Dziecko w biednej afrykańskiej wiosce i syn bogatych Amerykanów nie mają jednakowego potencjału. To taka ładna wizja: w każdym z nas drzemie Mozart, Picasso, Verne… Sęk w tym, że nie w każdym drzemie.

    Mimo wszystko z “przesłaniem” twojego komentarza, Najko, w zasadzie się zgadzam. Porównywanie się z tymi, którzy osiągnęli więcej, powinno motywować. Kiedyś może się tego nauczę.

  11. Potti mówi:

    nie no, ale bez przesady z tym budowaniem wiary w siebie, nie wszystkiego wypada się po sobie spodziewać. jakby ktoś mi powiedział, że może kiedyś będzie w stanie napisać coś na miarę “Czarodziejskiej Góry” czy “Biesów”, uśmiałabym się bardziej niż ze wszystkich przejawów głupoty Sycylijczyków jakich byłam w tym tygodniu świadkiem razem wziętych- choćby rzeczywiście bardzo dobrze zapowiadał się jako pisarz. nawet nie twierdzę, że w żadnym wypadku mu się nie uda, chociaż to coś, czego chyba nie dokonał nikt od ładnych “paru” lat, a i wcześniej, z tego co mi wiadomo, zdarzało się nieczęsto. nie chcę też oczywiście powiedzieć, że nie powinno się celować jak najwyżej możemy, ale chyba bardziej chodzi o rozwijanie w sobie konkretnych cech (m.in. zaobserwowanych u lepszych), ogarnianie ważniejszych dzieł literatury, zdobywanie kolejnych inspiracji (co akurat jest nie do końca na temat, bo przebiega w większej części niezależnie) itd. puste równanie do konkretnych nazwisk jest niepotrzebne i niesmaczne, nawet jako skrót myślowy. natomiast wyznaczone przez nie granice mogą się jednak przydać przy decydowaniu czy warto ew. coś opublikować czy w ogóle pokazać.

  12. przemekzet mówi:

    Oj tam niesmaczne zaraz. Użyłem Manna jako symbolu, bo chciałem być precyzyjny. Co miałem napisać, “wielkiego dzieła nie stworzę?”. “Czarodziejska góra” raczej bez sprzeciwów uznawana jest za dzieło wybitne, a jeśli nie – to przynajmniej znaczące. I tylko o taki symbol mi chodziło. Czegoś znaczącego.
    Ogólnie zaś do komentarza – o to mniej więcej mi chodziło, budowanie wiary w siebie nie może się stać jakimś hurraoptymistycznym przekonaniem, że można dokonać wszystkiego.

  13. Potti mówi:

    nie no, w tą stronę można posłużyć się takim przykładem, w drugą byłoby niesmaczne.

  14. najka mówi:

    Przemek – “Dziecko w biednej afrykańskiej wiosce i syn bogatych Amerykanów nie mają jednakowego potencjału.” wskazujesz tu dokładnie taką różnicę, o której napisałam, czyli OKOLICZNOŚCI. ile jest przypadków ludzi, którzy wyrwali się z biedy i osiągnęli sukces? nie jestem w stanie przytoczyć konkretnego nazwiska, ale kazdy wie, że tacy ludzie są. a optymizm ma w sobie tę cząstkę naiwności, bez której ludzkość nie posuwałaby się do przodu. gdyby zawsze realistycznie oceniać swoje mozliwości, potencjalnych dróg rozwoju byłoby o wiele mniej, bo ludzie baliby się porażki. oczywiście nigdy nie jest to przeskok z czarnego w białe, wszystko wymaga czasu i rozwija się stopniowo, ale to nie znaczy, że jest niemożliwe.

  15. Potti mówi:

    ale do rozwijania się w konkretnej dziedzinie i świadomości, że można w niej coś osiągnąć, niepotrzebne jest przekonanie, że kiedyś możemy być równi z jej mistrzami. między nimi, a gównianymi twórcami jest jeszcze sporo miejsca dla rzeczy godnych uwagi i mających wpływ na innych, a na możliwości do takich tworzenia też bardzo trudno zapracować. o osiąganiu ich wypada mówić tym, którzy są na początku, a jak im się uda, może mogą zacząć myśleć o czymś więcej :) ale i tak wypowiadając to będą śmieszni dopóki im się nie uda (czyli prawdopodobnie zawsze), bo za przyzwoity warsztat i dobre chęci się nie wskakuje do dziesiątki pod pewnymi względami najważniejszych ludzi na świecie. ale to wcale nie porażka, a podobnie głupią skrajnością byłoby powstrzymywanie się od tworzenia z tego powodu. “I wrote the song / It was slow and long / I wrote the words and the music wrong / But life goes on”, jak skomentowaliby Built to Spill. Vonnegutowskie “Zdarza się” też się nada.

  16. najka mówi:

    uczepiliście się słowa “mistrz”, które jest bardzo względne. ja bynajmniej nie mówię o mistrzach, którzy w swojej dziedzinie osiągnęli już wszystko, bo to rozumowanie zbyt dosłowne i nie o nie chodzi. przecież dla każdego ten wymiar wygląda inaczej! dla kogoś, kto jest na dnie, mistrzostwem będzie znalezienie się choćby na równi. wtedy dopiero pomyśli, by choć trochę się wznieść. dlatego powiedziałam, że ten proces zachodzi stopniowo. nie mówię też o żadnej konkretnej dziedzinie typu muzyka, sztuka, aktorstwo, bo to też ogromne uproszczenie.

  17. Eva mówi:

    Super Potti, ale co z tego tak wlasciwie wynika? Kliszą rzucę gdy powiem, że w życiu potrzebne są autorytety, potrzebne są cele nawet niemożliwe do osiągnięcia, bo te w zasięgu ręki nigdy nas aż tak nie rozwiną. Nikt nie każe i nie oczekuje, że Przemek tą doskonałość osiągnie. Ale jeśli będzie chciał i będzie miał motywację, to wierzę, że kiedyś osiągnie stan, w którym w jakiejś wybranej dziedzinie będzie bardzo blisko.

  18. przemekzet mówi:

    Najko – więc przez “potencjał” rozumiesz jakąś tkwiącą w każdym człowieku teoretyczną możliwość działania? Nie przyszłoby mi do głowy oddzielać tego od rzeczy, które określasz mianem “okoliczności”. Co z tego, że teoretycznie każdy ma szansę coś zdziałać, skoro w praktyce owe okoliczności zamykają drogę tak wielu ludziom?

    Zaś do dyskusji ogólnie – przychyliłbym się do wypowiedzi Najki. Chyba żaden rozsądny człowiek nie wyznacza sobie celów niebotycznych, nie postanawia, że zostanie kimś równie wielkim jak… (i tu wielkie nazwisko). Zresztą, bezpieczniej postawić sobie nieco mniejszy cel, bo jeśli uda się zrobić coś więcej, niż się zaplanowało, jest o tyle przyjemniej. A świadomość powziętego wielkiego wyzwania może paraliżować.

  19. Katon mówi:

    a ja mam całkiem inaczej. kiedy siadam do komponowania nie interesuje mnie żaden poziom poniżej najlepszego. dopiero kiedy kończę lub przerywam to wracam do rozsądnego spojrzenia. i spoko, widzę, że nie dotknąłem absolutu i radzę sobie z tą myślą. ale gdybym zasiadał do pisania z myślą, że wystarczy mi mój poziom spoko-średnio to zadowoliłbym się pewnie czymś co ostatecznie byłoby gównem. stąd jak kiedyś dostanę 6.5 na porcysie to zrozumiem, że to w sumie sukces, ale generalnie odbiorę to jako klęskę, bo powiedzmy umownie, że nic poniżej 7.0 mnie nie interesuje. fantazjowanie o nagraniu najlepszej płyty najbliższych lat pewnie się nie spełnią, ale bez nich nie nagram nawet jednej z fajniejszych polskich płyt roku, a helou, nagram. gdybym nie lubił i nie cenił własnej muzyki, to bym jej nie robił i nie ma to nic wspólnego z moim narcyzmem, który istnieje, ale zupełnie nie tu.

  20. najka mówi:

    ha! Mateusz potwierdził pewną moją myśl, o której z ostrożności nie napisałam. bo właśnie zastanowiłam się nad tym, czy jeśli ktoś pragnie coś stworzyć, ma do tego szczere chęci, możliwości i energię, i robi to, to czy nie mówi sobie właśnie “zrobię to NAJLEPIEJ, jak potrafię”? właśnie tak jest! przecież nikt nie zakłada sobie z góry, że zrobi coś na pół gwizdka.

    Przemku – wszystko jest względne. także punkt widzenia, który zależy na przykład od tego, gdzie się rodzisz. dziecko w Afryce postrzega świat w zupełnie innych kategoriach niż syn bogatych Amerykanów. ale i ono może mieć swoje dążenia i cele i być w czymś najlepszym. i może być szczęśliwe, nie wiedząc o istnieniu tych wszystkich “szczęść” Amerykańskiego chłopca. rozumiesz, o czym mówię?

  21. Eva mówi:

    … tylko w lusterrrku! ^_^

  22. przemekzet mówi:

    Najko – rozumiem. Inna sprawa, kiedy takie afrykańskie dziecko zamarzy o czymś osiągalnym tylko dla dziecka amerykańskiego. Ale poza takimi wypadkami – masz rację. Choć to też częściowo potwierdza to, co powiedziałem – jeśli już ma się w “zasięgu wzroku” coś dla nas w praktyce nieosiągalnego, czy nie najlepszym wyjściem jest fakt nieosiągalności zaakceptować? Spędzić życie w pogoni za nierealnym marzeniem też nie sztuka.

    Katonie – jest coś w tym, co piszesz. Kiedy przytrafia się nam stan, nazwijmy to, “weny”, rzeczywiście nie oceniamy racjonalnie swoich możliwości, tylko tworzymy. Ale nie można – przynajmniej w pisaniu tekstu – polegać tylko na wenie, czasem trzeba nad jakimś mniej istotnym fragmentem popracować bez niej. Wtedy trudno sobie stawiać jakieś wysokie wymagania, kiedy się widzi na bieżąco, jak to wychodzi.

    Komentarze Evy musiałem z jakiegoś powodu zatwierdzić, ten blog jest dziwny. Proszę jeszcze raz prześledzić dyskusję :P

  23. najka mówi:

    cóż Przemku – ja mogę próbować przekonać Ciebie, Ty mnie, ale i tak każde z nas ma odmienny sposób myślenia. tylko mój jest zdrowszy :p nie rozumiem wyrażenia “praktycznie nieosiągalne”. wychodzę z założenia, że jeśli X coś zrobił, to ja też mogę, bo on jest człowiekiem, i ja jestem. poza tym, w niektórych ludziach drzemie wprost niespotykany upór, kiedy o czymś zamarzą. motywacja! ona może przenosić góry, wierz mi. inna sprawa, to to CZY i CZEGO chcę, bo jeśli mówimy o sprawach hipotetycznych, np Najka nigdy nie pójdzie do wojska bo nie ma takich możliwości jak jakiś facet, to się rozmijamy z tematem, bo ja wcale do wojska nie chcę i mi na nim nie zależy. wydaje mi się że to dość obrazowy przykład ;p ale gdybym bardzo chciała to mogę, a czemu nie, w końcu są kobiety w armii, a nawet gdyby nie było, to mogłabym być pierwsza. a i nadal neguję przykład z afrykańskim dzieckiem, bo porównywanie go do dziecka amerykańskiego absolutnie nic nie wnosi – to dwa różne światy, dwie różne kultury i różne marzenia. tak, owszem, mozna zaakceptować jakąś nieosiągalność, tylko co wtedy? no właśnie nic. a można nie zaakceptować i te przeszkody, pozornie nie do sforsowania, pokonywać.
    chyba już wyczerpałam swoje stanowisko w tej dyskusji, nie mam nic do dodania :)

  24. Ludwisarz mówi:

    Popieram Was wszystkich.

  25. najka mówi:

    napisz coś nowego ;)

  26. Eva mówi:

    No wlasnie, bo nie ma co robic :D

  27. przemekzet mówi:

    Lubię notki, w których komentarze mają więcej znaków niż sama notka :P

Dodaj komentarz