Lifelines

By przemekzet

Z powrotem w Mazewie. Każdy z powrotów jest inny. To ciekawe, ale teraz wracam i do domu, i do Krakowa. W obu przypadkach czuję, że słowo “wracać” jest właściwe.
Obserwuję. Mamę, która potrzebuje, by chwalić przyrządzony przez nią obiad czy poczynione zakupy. Adę, która próbuje zbliżyć jakoś nas wszystkich dokładnie tak, jak ja to robiłem – namawiając bezskutecznie do wspólnego oglądania filmów na komputerze albo grania w gry planszowe. Ciocię, która miota się i męczy w zaklętym kręgu swojego życia. Widzę to inaczej niż wtedy, kiedy byłem częścią tego wszystkiego. Tak, na kilka dni znów się nią stałem, ale to tylko moment. Jestem oderwany. Wiem już co prawda, że nie ma żadnego rozgraniczenia na Przemka z Mazewa i Przemka z Krakowa, ale nie w tym rzecz.
Nie mam poczucia ciągłości. Nigdy go nie miałem. Życie rozpada mi się na okresy i obrazy, bardzo silnie odrębne. Dlatego przejawy ciągłości, jakie podczas tego powrotu obserwuję, tak mnie zaskakują.
Kilka starych fotografii. Na pierwszej moi rodzice, młodzi i uśmiechnięci w jakiś słoneczny dzień. Tata szczupły, wysportowany, w krótkich spodenkach, mama wesoła i z włosami tak długimi, jakich nigdy u niej nie widziałem. Zdjęcie z czasów, gdy mnie nie było jeszcze nawet w planach. Patrzyłem na nich, niewiele starszych niż ja teraz, nie mających pojęcia, co przyniesie przyszłość. Jacy wtedy byli? Jakie mieli plany? Czy kiedy mój tata porzucał szkołę oficerską, by móc wziąć z mamą ślub kościelny, zastanawiał się, jak się wszystko potoczy?
Jest też drugie zdjęcie, od którego długo nie mogłem oderwać wzroku. Ja, w wieku może dziesięciu lat, siedzący w fotelu z gazetą i patrzący w obiektyw. Patrzący na mnie. To takie dziwne: te oczy, które się we mnie z powagą wpatrują, to moje własne oczy. Twarz jakby nie moja – nie do końca identyfikuję się zresztą nawet z moją obecną twarzą. Przemek z przeszłości patrzy na mnie, jakby o coś mnie pytał i oczekiwał odpowiedzi, a ja myślę – kiedyś byłem nim. Siedziałem tam, po tamtej stronie mojego życia, jeszcze pewny siebie, jeszcze przewodzący okolicznym dzieciakom, a gdzieś daleko dorastali ludzie, którzy dziś są dla mnie najważniejsi. Nasze linie życia dopiero miały się skrzyżować. Gdzieś daleko w przyszłości czekał moment przeczytania “Harry’ego Pottera”. Czekała Klaudia, moja pierwsza miłość. Czekał mój pierwszy zlot. Pamiętny zlot kwietniowy. Matura. Kraków. A ja siedziałem tam, całe wieki temu, ja i zarazem nie ja, bo zupełnie inny człowiek. Nie potrafię nawet wyrazić, jak dziwne jest to uczucie.
Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, gdyby wyjawił mi, co się wydarzy – co bym odpowiedział?
Czytam własny pamiętnik z okresu gimnazjum. Najbardziej wstrząsające jest to, że zupełnie świadomie pisałem go do siebie. “Teraz, kiedy to czytasz, jesteś już pewnie dorosły, masz żonę albo dziewczynę i doskonale wiesz, co czuję. ALE JA TEGO NIE WIEM”. Toczę z tamtym Przemkiem dialog. Toczyłem go już wtedy. Linie życia są tu dość splątane.
Słucham historii o pradziadku, który być może był Rosjaninem i spalił papiery w wojennym zamęcie, by móc poślubić babcię-Polkę. Słucham o pradziadku, który był stolarzem i zginął, gdy wskutek nieuwagi przebił sobie tętnicę bardzo ostrym ołówkiem. Słucham też o dniu, w którym moja mama zdała sobie sprawę, że jest w ciąży, gdy zasłabła na Pasterce. Widzę linie, które doprowadziły do tego, że się pojawiłem.
Co jeszcze robię? Idę wstecz po własnych śladach. Wizyta u lekarza rodzinnego, spacer przez miasto czy droga krzyżowa w miejscowym kościele wydają się zarazem bliskie i całkowicie obce. Czuję się dziwnie.
A teraz leżę w swoim własnym łóżku, w swoim własnym pokoju i myślę, jak szybko przestałem tu pasować. Nie czuję ciągłości własnego życia i dlatego nie umiem już identyfikować się z żadnym z poprzednich Przemków. Ale odkrywając ślady człowieka, którym byłem przedtem, widzę, że musiałem być kimś naprawdę smutnym i samotnym.
Znacie zresztą tamtego mnie znacznie lepiej niż ja sam.

Odpowiedzi: 2 do “Lifelines”

  1. najka mówi:

    też mam to uczucie, że wracam do Mławy i wracam do Warszawy. i w każdym przypadku moment powrotu jest cięzki – jak juz się zasiedzę z rodziną, to wcale nie mam ochoty ich zostawiać, ale z drugiej strony wzywa zupelnie inne zycie. i ha! też niedawno czytałam swoje stare pamiętniki – podczas ferii po sesji. pierwszy pochodzi dokładnie sprzed 10 lat… niesamowite było je czytać teraz, z zupełnie nowej perspektywy, z pobłażliwym uśmiechem “no tak, co drugi dzień w gimnazjum podobał mi się inny chłopak”, i tak dalej. widzę mnóstwo błędów, ale z drugiej strony, gdyby nie one, to pewnie byłabym teraz kimś innym.

  2. Dorota mówi:

    Ach te powroty… Znam to…
    Od roku mieszkam w Anglii, w Polsce przez ten czas bylam 2 razy.
    Czas w Polsce byl super. Spotkania ze znajomymi, rodzina, przyjaciolmi, dawnymi milosciami… Lecz niestety zawsze nadchodzi ten czas kiedy trzeba powiedziec dozobaczenia za nastepne 4-5 miesiecy…
    Tutaj, w Anglii zycie jest calkiem inne, spokojniejsze, w szkole niema tyle nauki, tu sie bardziej praktykuje a nie uczy teorii…
    Lecz mimo wszystko teskni sie do “starych” znajomych z ktorymi sie przezylo wiekszosc dorastania, do przyjaciol ktorzy pocieszali jak sie zakochalo a On flirtowal z inna lub niezwracal na Ciebie uwagi…
    W zyciu trzeba przezyc swoje, niespelnione miloscie, pozegnania, klutnie czy rozne pomylki jakie sie popelnilo. Kazde doswiadczenie uczy nas czegos innego i trzeba te nauke przyjac z rozwaga i rozsadkiem. Trzeba umiec sobie radzic w zyciu, dogadywac sie z ludzmi ktorych sie widzi pierwszy raz na oczy. Cale nasze zycie ksztaltuje nas na takich jacy bedziemy w przyszlosci i jacy jestesmy teraz, mysle ze przy okazji uczy rowniewz naszych przyjaciol i znajomych. Tylko trzeba umiec to zauwazyc, dostrzec.

Dodaj komentarz